Skakanie po równiku (nasz ostatni rejs na Crystal – cz.2/3)

Ostatni rejs na Crystal - mapka z postępami

I kolejny tydzień minął nam jak z bicza. Właśnie wpłynęliśmy w 11 dobę żeglugi. Tak jak pisałem w relacji sprzed tygodnia wybraliśmy okrężną trasę, aby uniknąć przeciwnych prądów i wiatrów. Po przepłynięciu 700 mil na południowy wschód dopłynęliśmy aż do równika.

Ponowna wizyta na południowej półkuli

Zupełnie tego nie planowaliśmy i dwa miesiące temu ogłosiliśmy hucznie  OSTATNIE przekroczenie równika na Krysi, to zrobiliśmy to znowu… I to więcej niż raz 😛

15 grudnia 2025 r. przejdzie dla nas do historii, jako dzień kiedy przekroczyliśmy równik… trzy razy!

Dlaczego popłynęliśmy tak bardzo na południe? Po prostu, warunki prądowe i wiatrowe były lepsze na półkuli południowej. Po znalezieniu się na południu, przez trzy doby płynęliśmy na wschód wzdłuż równika.

Zgodnie z prognozami wreszcie włączył się sprzyjający prąd, ale wiatry niestety mamy cały czas słabiutkie. Płyniemy wolno, ale przynajmniej bardzo spokojnie. Trochę obawialiśmy się równikowych nawałnic, ale póki co Pan Neptun oszczędza nam tych atrakcji.



Deszczowe chmury na równiku.
Deszczowe chmury na równiku

Ogromny ruch kutrów i statków

Ten oceaniczny przelot jest zdecydowanie inny niż wszystkie . Wszystko to przez ogromny ruch kutrów rybackich i statków.

Obecność statków da się dość łatwo wytłumaczyć, ponieważ kręcimy się przy rucie między Azją a Przylądkiem Dobrej Nadziei w Afryce Południowej. Ale ilość kutrów jest niespotykana na żadnym innym oceanie.

To są prawdziwe hordy po kilkadziesiąt jednostek o długości 12-15 metrów. Bywały noce, że cały czas byliśmy dosłownie otoczeni z każdej strony. Wszystkie te spotkania ponad 500 mil od brzegu. Kutry są głównie pod banderą ze Sri Lanki i Indonezji.

Kolejna mijanka ze statkiem.
Kolejna mijanka ze statkiem.
Kolejny kuterek ze Sri Lanki
Kolejny kuterek ze Sri Lanki

Tam, gdzie kutry… tam śmieci

Niestety za każdym razem, kiedy jesteśmy otoczeni kutrami od razu drastycznie rośnie ilość śmieci w wodzie. Są to głównie butelki, styropianowe pudełka i najróżniejsze torby. Widać, że rybacy wyrzucają dosłownie wszystko za burtę i aż dziw, że tyle towaru mieści się na ich małych łódeczkach.

Plastik w oceanach

Niestety, to właśnie Azja przoduje w ilości produkowania plastiku, który kończy w Oceanie. Taka butelka, albo co gorsze jakaś lina lub stara bojka, wrzucony do wody, następnie jest roznoszony przez wiatr i prądy morskie.

Szacuje się, że plastik w oceanach stanowi od 50 do 80 % ogółu odpadów. Porzucony sprzęt rybacki to ok. 10% z nich, ale na otwartych wodach narzędzia połowowe stanowią już ponad 50% odpadów (źródło: mega ciekawy artykuł z demagog.org.pl).

Obserwowanie z pierwszego rzędu, jak niszczymy naszą Planetę, jest bardzo smutnym doświadczeniem.

Jest bardzo ciepło

Temperatury mamy cały czas iście równikowe. Od jakiegoś czasu, nawet w nocy nie spad ona poniżej 30 stopni. Całe szczęście warunki mamy spokojne i wszystkie luki są cały czas otwarte. Oczywiście temperatura od tego nie spada, ale przynajmniej w środku jest lekki przeciąg. Jak do tego dodamy wiatraczki, które chodzą pełną parą i trzy prysznice dziennie, to jakoś dajemy radę. Tu pokłony dla naszej wspaniałej odsalarki 😉

Przygotowania do Świąt

Powoli na Krysi zaczynają rozchodzić się świąteczne zapachy. Ola nieustannie myśli, jak by tu z naszych ograniczonych zapasów zrobić ucztę. Na razie idzie jej niesamowicie. Mamy już pierogi z kapustą i grzybami oraz bigos. Wszystko wyszło PRZEpysznie. Dzisiaj podobno na tapetę wjeżdża (wpływa) pasztet 😉

Lepienie pierogów na nocnej wachcie.
Pierogi ulepione na nocnej wachcie 😉

Aceh na celowniku

W czwartek 18go grudnia z powrotem znaleźliśmy się na półkuli północnej i wzięliśmy kurs prosto na cel – kraniec wyspy Sumatra, czyli indonezyjski Aceh.

Pamiętacie słynne tsunami z 2004 roku? To ten region dostał wtedy najbardziej. W momencie jak to piszę mamy do niego 380 mil. Wiatr na granicy dryfowania, ale ciągnie nas prąd o sile do jednego węzła.

Aceh to punkt zwrotny na naszej trasie. Stamtąd to już tylko 300 mil w linii prostej do Langkawi. Mamy nadzieję, że za tydzień będziemy albo na miejscu albo bardzo blisko 😉

Doba 11. płynięcia z Malediwów do Malezji: 1402 mile przepłynięte; 650 mil wciąż do celu.

Suniemy przez prawie bezwietrzny ocean.
Suniemy przez prawie bezwietrzny ocean.

Buziaki z rozgrzanego pokładu!

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw nam kawę na buycoffee.to

lub