Pierwsze dni żeglugi po otwartym oceanie

To już tydzień odkąd zostawiliśmy za rufą Hawaje i ruszyliśmy ku San Francisco. Cała nasza siódemka ma się bardzo dobrze. Dni mijają nam szybko. Rytm wyznaczają oczywiście wachty. Te nocne są największym wyzwaniem, ale każdy powoli wypracował już swój własny sposób na ich przetrwanie. Nastroje dopisują, wachty kambuzowe stają na rzęsach, żeby zaspokoić wybredne podniebienia załogi, a Pan Neptun – póki co – jest dla nas łaskawy.

Alarm na wielkie fale

Wypływanie z Hawajów mieliśmy jednak dosyć emocjonujące. Sztorm, który przeczekaliśmy w osłoniętym porciku wyspy Moloka’i, pozostawił za sobą duże fale. Kiedy opuszczaliśmy wyspy, na całym archipelagu obowiązywał „alarm na wielkie fale”. Przy brzegu miały dochodzić nawet do 10 metrów! Na szczęście, tylko na płytszych wodach. Na otwartym morzu zapowiadano mniejsze – raptem 4,2 metra.

Sztorm i te fale były powodem, dlaczego naszą morską wyprawę zaczęliśmy dwa dni później niż zakładaliśmy. Mimo to, kiedy wypływaliśmy na morzu wciąż hasały wspomniane wysokie fale, co u niektórych osób z załogi wywołało lekkie perturbacje w żołądku. Na całe szczęście, po ok. dwóch dobach wszyscy prezentowali już zdecydowanie lepszą formę.

Panie Neptunie bądź dla nas łaskawy!

Aby tradycji stało się zadość oraz by wkupić się w łaski Pana Neptuna, jeszcze pierwszego dnia całą załogą wypiliśmy toast za Pana Neptuna. Powoli zwyczajem na naszej Crystal staje się toastowanie kombuchą (napój na bazie sfermentowanej, słodkiej herbaty). Z naszych obserwacji wynika, że również Pan Neptun jest jego fanem 😉

Żegluga stylem mieszanym

Pierwsza połowa tygodnia minęła nam pod znakiem żeglugi na napędzie wiatrowym, mieszanej ze wspomaganiem się silnikiem. Czasami wiatr okazywał się zbyt słaby, abyśmy mogli spokojnie sunąć po oceanie. Martwa fala sprawiała, że żagle strzelały, a Krysia bujała się w nieprzyjemny sposób.

Czwartek minął nam pod znakiem silnego wiatru prosto w dziób. Jedynym wyjściem była więc żegluga na północ. Noc minęła nam na podskakiwaniu na straszliwych Wybojach. Mimo, że wiało do 25 węzłów to fale urosły do 4 metrów i były dość chaotyczne. Co jakiś czas Krysia wbijała się w jakąś dziurę. Na szczęście od rana wszystko zaczęło się uspokajać.

Od tego momentu idziemy już tylko na żaglach, a kierunek wiatru robi się powoli bardziej sprzyjający.

Po tygodniu żeglugi mamy za sobą prawie tysiąc przepłyniętych mil. Przed sobą wciąż półtora razy tyle. Czeka nas jeszcze jeden krótki podmuch w dziób i potem powinniśmy złapać korzystne silne wiatry.

Gdzie dokładnie na Pacyfiku teraz jesteśmy możesz sprawdzić na naszym trackerze – skiff.pl/pozycja.

A jeśli marzy Ci się morska przygoda z nami, to zapraszamy serdecznie na rejsy na Morzu Corteza (Meksyk) już na początku 2023 r. Więcej info przeczytasz na skiff.pl/rejsy.

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

lub