Raz silnik, raz żagielki

Jeśli wpiszesz w przeglądarkę Instagrama słowo „żeglarstwo”, to zobaczysz jachty w zatoczkach z turkusową wodą lub gładko sunące po morzu na żaglach, zapewne wypełnionych wiatrem. Myślę, że większość osób dokładnie tak wyobraża sobie żeglowanie. Ale to nie jest pełny obrazek. Czasem żeglowanie to niezgrabne próby przesuwania się do celu na mizernym wiaterku. Takie, jak nasze ostatnie dwie doby.

Zadziorne falki z nikąd

Wiatr mamy prawie w dziób. Płyniemy ostrym bajdewindem. Siła 2B nie powalała, ale żagle wybraliśmy na blachę. Krysia stara się wycisnąć ile może z tych powiewów. W najlepszych momentach rozpędzamy się do czterech węzłów. Jeśli byłoby płasko, to można by sunąć szybciej.

Niestety, my co jakiś czas dziobem wbijamy się w falę. Powstała ona w wyniku silnych wiatrów daleko stąd i dociera do nas w postaci krótkiej, zadziornej falki, pojawiającej się z nikąd. Taka fala bezczelnie niweczy wszelkie próby rozpędzenia się. Gdy jacht w nią uderza, to wszystko buja się, skrzypi i nagle prawie stajemy. To jak byś jeździł_a na łyżwach, nieśmiało się rozpędzasz i nagle potykasz. Machając rękami jak szaleniec, za wszelką cenę próbujesz utrzymać równowagę. Tak właśnie robi nasza Crystal – za wszelką cenę próbuje zostać na kursie.

Niechciany prąd

Do tego dochodzi prąd w dziób. Niby nie jest bardzo silny – według prognozy powinien mieć maksymalnie 0,5 węzła. Jednak przy naszej zawrotnej prędkości średnio trzy węzły, jego siła jest wystarczająca, żeby spychać nas z obranego kursu. I dodatkowo, zwalnia.

W nocy zrobiliśmy dwa zwroty. Dzielnie i cierpliwie żeglowaliśmy całą noc. Jednak nad ranem, kiedy na mapie nasza trasa wyglądała, jakbyśmy pływali w tą i z powrotem po linii, a kurs był z kosmosu, zdecydowaliśmy że czas na silnik. Przynajmniej, przy okazji tego manewru załapaliśmy się na powyższy, ognisty wschód słońca.

Balansowanie na granicy

Po kilku godzinach wiatr przybrał trochę na sile i znowu sunęliśmy na żaglach, hamowani przez prąd i zadziorne falki. Później w ciągu dnia jeszcze raz włączaliśmy i wyłączaliśmy silnik. Kiedy to piszę późnym wieczorem, suniemy na żaglach. Ledwo wyciągamy dwa węzły.

Z jednej strony, chcemy ile się da wycisnąć z żagli i wiatru, żeby nie przepalać niepotrzebnie diesla. A z drugiej, staramy się nie popadać w skrajności i kiedy naprawdę jest beznadziejnie, to włączamy silnik. Takie balansowanie pomiędzy jednym a drugim męczy na dłuższą metę. Starasz się być cierpliwym, ale momentami masz ochotę soczyście przekląć ten wiatr pod nosem. Czekasz na podmuch i kiedy pojawi się, to cieszysz się, że w końcu jest. Ale za kilkanaście lub kilkadziesiąt minut znowu słuchasz, jak żagle bezwładnie wiszą w nicości wiatru. I jedyne co możesz z tym zrobić, to albo czekać znowu na podmuch, albo odpalić silnik. I tak w kółko.

Ola

Fakty z pokładu Crystal

Doba wyprawy po Aleutach: 92 (22.09.2022)

Suma przepłyniętych mil: 7571 Mm

Maksymalna temperatura powietrza: 26,2°C (rano pod pokładem 20,1°C)

Danie dnia: Sushi z łososiem i szparagami (ze słoiczka) oraz popcorn do filmiku 😉

Sprawdź, gdzie na Pacyfiku teraz jesteśmy! Naszą aktualną pozycję znajdziesz na https://skiff.pl/pozycja/

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

lub

Wielkie dzięki za każdą złotówkę 💓