W szponach końskich szerokości

Z każdą nocną godziną wiatr coraz bardziej zmieniał kierunek na południowy zachód, więc około północy zrobiliśmy zwrot. Niestety, kiedy rano jedliśmy śniadanie płynęliśmy na wschód i to z prędkością dwóch węzłów. Kiedy tylko skończyliśmy jeść i ruszyliśmy, aby zwijać żagle, a wiatr jakby popierając naszą decyzję totalnie zniknął. W ten to oto sposób wkroczyliśmy w końskie szerokości.

Cisza po horyzont

Końskie szerokości to potoczna nazwa na obszar pomiędzy 40° a 30° szerokości północnej lub południowej. Charakteryzuje się ona tym, że wiatry są tutaj bardzo zmienne, często jest flauta i trafia się na wielkie połacie ciszy. Tak jak teraz mamy my i aby poruszać się dalej musimy korzystać z pomocy koni mechanicznych.

Niestety, ta obiegowa nazwa nie wzięła się od pracy silników, ale od znacznie bardziej tragicznych wydarzeń. W dawnych czasach, kiedy statki wpływały na obszar wielkiej ciszy, potrafiły utknąć tu na wiele dni. Czas mijał, upragnionych powiewów nie było, a prowiant znikał… Wieść głosi, że czasem aby przeżyć żeglarze musieli zjadać, co mieli na pokładzie, np. konie…

Chałka potwór

Nam, na szczęście, żaden głód nie grozi. Jedzenia i słodkiej wody mamy pod dostatkiem. Do tego od kilku dni chodziła za mną chałka. Taka słodka, drożdżowa bułka. Nie mogłam się uwolnić od myśli o niej. Dzisiaj przed południem zabrałam się więc za pieczenie. W ulubionej książce kucharskiej, przepis wyraźnie mówił, że ilość składników jest na dwie, duże chałki. Chwilę się wahałam, ale ostatecznie stwierdziłam że zrobię dokładnie tak, jak w przepisie. Najwyżej będziemy mieli na kilka dni.

Już kiedy wyrabiałam ciasto, to ostrzegłam Michała że chyba jednak będzie tej chałki ciut więcej. Kiedy ciasto wyrosło, wychodząc z naszej największej miski, nie mieliśmy już złudzeń. Zrobiłam chałkę potwora! Ciasta wyszło tyle, że w naszym piekarniczku nie było opcji upiec go na raz! Sama z siebie żartuję, że chyba to te końskie szerokości mnie tak przeraziły, że zrobiłam nam zapas chałki na co najmniej tydzień… 😛

W ferworze porządków

Dzisiaj po raz pierwszy temperatura powietrza przekroczyła 20°C (i nawet wieczorem nie spadała poniżej). Mżawka z ostatnich dni w końcu ustała, więc już od rana zaczęliśmy wietrzyć jacht. Otworzyliśmy wszystkie możliwe luki i zabraliśmy się za porządki.

Jak już pisaliśmy, potrzebujemy odświeżyć wszystkie szafki, półki, bakisty. Kiedy było zimno, to wszędzie tam było wilgotno. Teraz wyjmujemy z nich wszystko, wycieramy i suszymy. Trochę tej roboty jest. Nie ma więc co czekać, aż staniemy na Hawajach. Brak wiatru ma ten plus, że Pan Ocean jest prawie płaski. Spokojnie więc mogliśmy wyciągać rzeczy z szafek, bez obawy że zaczną zaraz turlać się po jachcie.

Śmieci na wodzie

Na gładkiej wodzie, niemalże tafli, wszystko widać jak na dłoni. Większość czasu byliśmy pod pokładem sprzątając i wychodziliśmy tylko na chwilę. To wystarczyło, żeby dwa razy dojrzeć coś dziwnego. Za każdym razem brałam lornetkę, początkowo myśląc i ciesząc się, że to jakieś zwierzę. Niestety, mina szybko mi rzedła. To były śmieci. Najpierw w zasięgu wzroku mijała nas czarna bojka, a potem coś na kształt żółtego, kwadratowego klocka styropianu…

Ola

Fakty z pokładu Crystal

Doba wyprawy po Aleutach: 90 (20.09.2022)

Suma przepłyniętych mil: 7377 Mm

Maksymalna temperatura powietrza: 21,7°C (rano pod pokładem 19,1°C)

Danie dnia: Makaron ze szpinakiem, oliwkami i łososiem oraz chałka, duuużo chałki

Sprawdź, gdzie na Pacyfiku teraz jesteśmy! Naszą aktualną pozycję znajdziesz na https://skiff.pl/pozycja/

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

lub

Wielkie dzięki za każdą złotówkę 💓