Wekowanie na oceanie

Od jakiegoś czasu płyniemy na skraju dość rozległej ciszy. Ocean już się uspokoił i wystarczy nam jakieś 5 węzłów wiatru, żeby sunąć naprzód z zadowalającą prędkością. Tak naprawdę nie jesteśmy bardzo wybredni. Zadowala nas każda prędkość, przy której autopilot jest w stanie utrzymać kurs. Kiedy w nocy siła wiatru spadła poniżej dwóch węzłów nasz Pan Władek (autopilot) odmówił współpracy i o drugiej nad ranem włączyliśmy silnik, który trajkotał już do rana. Ja zawsze przy chodzącym silniku mam jakieś dzikie sny.

Co dalej?

Rano ściągnęliśmy nowe prognozy i trzeba się było zastanowić co dalej. Na wschód i na południe od nas rozbudowuje się spory bezwietrzny obszar, a na zachód wieje w dziób. Opcje były dwie. Albo na silniku przejechać w poprzek flauty i poniżej złapać wiatr z bardziej sprzyjającego kierunku. Albo halsować pod słaby przeciwny wiatr.

Ostatecznie wybraliśmy to drugie rozwiązanie i po godzinie dziewiątej rano zgasiliśmy silnik. Na razie wszystko wskazuje na to, że to była dobra decyzja. Cały dzień idziemy ostro do wiatru z prędkością 5-7 węzłów. Co najważniejsze, cały czas w dobrym kierunku.

Wekowanie łososia

Przed wypłynięciem z Dutch Harbor uwędziliśmy dziewięć wielkich filetów z łososia. Od tamtej pory leżały w lodówce (te których jeszcze nie zjedliśmy) i czekały za wekowanie. Mrozić nie chcieliśmy, bo ten łosoś już raz był zamrożony. Nigdy wcześniej nie wekowaliśmy. Od wczoraj Ola wertowała różne mądre księgi i przez łącza satelitarne konsultowała się z Mamą i Przyjaciółką.

Ostatecznie zdecydowała się na zrobienie weków w szybkowarze. Z tego co się dowiedzieliśmy jest to jedyne rozwiązanie w przypadku łososia. Porządnie wyparzyliśmy słoiczki i dekielki. Trochę się martwiliśmy, bo te drugie były już trochę pordzewiałe. Zupełnie niepotrzebnie. Weki gotowały się pod ciśnieniem przez ponad półtorej godziny i wszystkie słoiczki się pięknie zassały! Zawekowany łosoś powinien być dobry przez przynajmniej rok. Z ciekawostek, to wg. amerykańskich przepisów należało to robić przy ciśnieniu „10 funtów”. Trochę musieliśmy pogłówkować, żeby dojść że chodzi o jednostki funt na cal kwadratowy, a następnie przeliczyć to na kPa (kilopascale). Okazało się, że owe 10 funtów to nasze 70 kPa, czyli górny zakres ciśnienia naszego szybkowaru.

Pizzowa celebracja

Już jakiś czas temu obiecaliśmy sobie, że jak dopłyniemy do spokojniejszych wód, to w ramach celebracji robimy pizzę. No i wypadło akurat dzisiaj. Od wczoraj powolutku rosło sobie ciasto i jak tylko weki były gotowe, to pizza natychmiast wjechała do piekarnika. Oprócz pieczarek, oliwek i kaparów był na niej oczywiście też wędzony łosoś 😛 Wyszło jak zwykle super. Te nasze pizze tak nam smakują, że nawet gdyby była pizzeria w okolicy, to nie byłoby po co do niej iść.

Michał

P.S.

Cały czas suniemy leniwie po płaskim oceanie. I do tego jeszcze w dobrym kierunku 😉

Fakty z pokładu Crystal

Doba wyprawy po Aleutach: 89 (19.09.2022)

Suma przepłyniętych mil: 7256 Mm

Maksymalna temperatura powietrza: 19,7°C (rano pod pokładem 18,1°C)

Danie dnia: PIZZA z pieczarkami i wędzonym łososiem.

Sprawdź, gdzie na Pacyfiku teraz jesteśmy! Naszą aktualną pozycję znajdziesz na https://skiff.pl/pozycja/

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

lub

Wielkie dzięki za każdą złotówkę 💓