Ostatni dzień w Dutch Harbor

Jeszcze zanim poszliśmy spać, usłyszeliśmy dźwięk silnika przy naszej burcie. Obydwoje od razu wyskoczyliśmy na pokład, niczym na komendę. Niewielki kuter właśnie cumował do naszej burty. Oczywiście pomogliśmy im z linami i odbijaczami, choć obydwoje byliśmy mocno zaskoczeni sytuacją.

To częsta praktyka, że gdy nie ma miejsca w porcie, to staje się burta w burtę do innego statku. Jednak kuter stający do jachtu, to raczej rzadkość. Mimo, iż krótszy od naszej Crystal, to jednak był znacznie cięższy. Wczoraj na morzu wiało do 40 węzłów, więc w porciku na tę noc zrobiło się tłoczno. Taką pogodę zawsze lepiej przeczekać w bezpiecznym miejscu. Wszystkie miejsca, jak i kutry do których można by stanąć były już zajęte. Jedynym wolnym była nasza lewa burta, więc skorzystali.

Wędzarnia pod pokładem

Kiedy wstaliśmy rano, cała mesa pachniała wędzonym łososiem. Wczoraj, kiedy przywieźliśmy wędzarkę od Tima, ryby wyłożyliśmy na talerzach. Były ciepłe od kilkugodzinnego wygrzewania w dymie, więc chcieliśmy by ostygły zanim schowamy je w słoiki. Zapach jakby wędzonych śliwek szybko rozszedł się po jachcie. W ogóle nam to nie przeszkadzało.

Kuterek rano wciąż stał przy naszej burcie, więc szybko to uwieczniliśmy na powyższym zdjęciu. Jeśli już, to raczej jest na odwrót – to my korzystamy z uprzejmości rybaków. Wieczorem dowiedzieliśmy się od Tima, że tak naprawdę to kuter nie powinien był do nas stawać, bo polityka portu tego zakazuje. Wczoraj jednak nie miał za bardzo innego wyjścia. Zanim na dobre zrobiło się jasno, to chłopaki bezszelestnie przestawili się do burty kutra obok nas.

Jak mróweczki

To nasz ostatni, dzień w Dutch Harbor, więc od rana uwijaliśmy się jak mróweczki. Michał za zadanie honorowe wziął sobie porządne wymycie rusztów w wędzarce i ogólnie całej maszyny. Zajęło mu to ze dwie godziny, ale efekt był naprawdę olśniewający – dosłownie i w przenośni 😉 Potem, korzystając z nieograniczonego dostępu do wody wyszorował pokład.

Ja tym czasem uwijałam się pod pokładem. Na wieczór zaprosiliśmy Tima i Kerry. Zaplanowaliśmy ugościć ich ciastami i zupą. Ja zrobiłam ciasto kruche z rabarbarem i daktylami, a Michał popołudniu bananowe. Obydwa wyszły przepyszne. Poza tym, pochowałam łososia i zakupy, jakie zrobiliśmy na przelot na Hawaje. Wciąż mamy bardzo dużo puszek, kilka mrożonek więc ograniczyliśmy się to kupienia świeżych warzyw, owoców i kilku jogurtów. Przy okazji, posprawdzałam wszystkie newralgiczne miejsca, z których w trakcie płynięcia może nam coś wypaść. Znowu będziemy kilkanaście dni na morzu, więc przechodzimy w tryb żeglowania.

Sympatyczne pożegnanie

Przed wizytą naszych nowych przyjaciół, ostatni raz pojechaliśmy jeszcze na chwilę do biblioteki. Od jutra znowu na jakieś trzy tygodnie totalnie znikniemy z zasięgu, więc zależało nam posprawdzać jeszcze najważniejsze rzeczy online. Obydwoje nastawialiśmy się, że w trakcie pobytu w Dutch Harbor spędzimy więcej czasu surfując po Internecie. Ilość atrakcji, jakie się jednak pojawiły, sprawiły że ledwo udawało nam się wpaść co drugi dzień do biblioteki.

Tim, Kerry pojawili się u nas w towarzystwie syna i jego żony. Przy zaserwowanych przez nas przysmakach, gawędziło nam się bardzo miło. Każde spotkanie z nimi było dla nas ciekawe, bo zawsze dowiadywaliśmy się jakichś smaczków odnośnie życia w Dutch Harbor i przy okazji dużo się śmialiśmy. Tim i Kerry to przesympatyczni ludzie, dzięki którym w Unalaska poczuliśmy się jak w domu. Tak nam się dobrze rozmawiało, że nie wiadomo kiedy zrobiła się godzina dziesiąta wieczorem. Na „do widzenia” podarowaliśmy naszym przyjaciołom po słoiczku dżemu i pasztetu z Polinezji, tamtejsze wino ananasowe oraz lnianą serwetkę z ludowym, polskim wzorem oraz magnesik na lodówkę. Prezenty chyba się spodobały.

Bardzo trudno było nam się pożegnać, ale obiecaliśmy sobie zostać w kontakcie. Póki co, to mamy to jak w banku, bo na Hawaje wieziemy kilka rzeczy dla córki Tima i Kerry, która tam studiuje. Posprzątaliśmy po spotkaniu i poszliśmy spać. Za sześć godzin wstajemy, aby wypływać na Hawaje.

Ola

Fakty z pokładu Crystal

Doba wyprawy po Aleutach: 80 (10.09.2022)

Suma przepłyniętych mil: 6022 Mm

Maksymalna temperatura powietrza: 12,5°C (rano pod pokładem 12,1°C)

Danie dnia: Sushi z wędzonym łososiem i serkiem (coś jak Bieluch) – mniam!

Sprawdź, gdzie na Pacyfiku teraz jesteśmy! Naszą aktualną pozycję znajdziesz na https://skiff.pl/pozycja/

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

lub

Wielkie dzięki za każdą złotówkę 💓