Półmetek żeglugi do Meksyku

To już pięć dni, odkąd za rufą zostawiliśmy Kalifornię. Dzisiaj na liczniku liczba przepłyniętych mil zaokrągliła się do 700, a wczoraj przekroczyliśmy półmetek.

Czy te fale nie są za wielkie?

Na dobrą pogodę do wypłynięcia czailiśmy się już od świąt. Jak to jednak stwierdził lokalny rybak „zima przyszła wcześniej”, co w przypadku brzegów Kalifornii oznacza, że sztormy z południa zapuszczają się tam niemal cały czas.

Pierwsze okienko pogodwe mieliśmy tuż po świętach. Niestety fala do pięciu metrów w przypadku naszej miejscówki była zbyt duża do wypływania. Zatoka, w której staliśmy w ostatnich dniach roku była super osłonięta przez płycizny. Jednak przy dużych falach przepływanie w ich okolicy było zbyt niebezpieczne. Aż tak nam się nie spieszyło.

Kolejne okienko i wiatr z północy wypadł w Sylwestra. Fale o wysokości około trzech metrów nie były już nam tak straszne, więc chętnie wykorzystaliśmy okazję. Jedynym „minusem” był sztorm, który miał się zacząć chwilę po naszym wypłynięciu.

Sztorm, czyli „Sylwester marzeń” z Panem Neptunem

W ten oto sposób Sylwestra spędziliśmy tańcując na falach z Panem Neptunem. Wiatr o sile do 8°B i rozbujany Pacyfik sprawiły, że trochę nas zmuliło na początku naszej „imprezki”. Nie na tyle jednak, żeby przegapić noworoczny toast! Życzenia złożyliśmy sobie popijając ulubioną kombuczę i zagryzając batonikiem KitKat 😉

W sumie, sztormowe warunki utrzymywały się przez ok. półtorej doby. Na szczęście, pierwszego dnia Nowego Roku obydwoje poczuliśmy się już zdecydowanie lepiej i zapragnęliśmy bardziej ambitnego posiłku niż batonik KitKat. Pomimo wciąż rozhulanego Oceanu, wspólnymi siłami zrobiliśmy więc pizzę na dobry rok 😉

Foto: Głuptak w kokpicie

Noworoczni goście

Oprócz przepysznej pizzuni, dobrym omenem na 2023 rok były też delfiny! Pojawiły się jak zwykle „znikąd” i przez kilka dłuższych chwil towarzyszyły nam skacząc radośnie przy dziobie jachtu.

Tego samego dnia odwiedził nas jeszcze jeden jegomość – Pan Głuptak. Niby nic dziwnego – o tym że przysiadają na Krysi na dziobie jachtu lub na panelach mogłeś przeczytać już wiele razy. Tym razem jednak nasz Głuptaczek zatrzymał się… w naszym kokpicie! Co ciekawe, niewiele robił sobie z naszej obecności! Może z raz na nas syknąl, ale większość czasu albo się rozglądał albo spał, kiedy my przechodziliśmy obok niego idąc do steru lub ciągnęliśmy nad nim liny w trakcie manewrów z żaglami.

Po drugie, obecność głuptaka w dosyć chłodnym klimacie mocno nas zastanawiała. Do tej pory widzieliśmy te ptaki tylko w tropikach lub ich okolicach. Szybko wysnuliśmy więc teorię, że na pewno załapał się na jakiś kuter, płynący na północ. A kiedy zorientował się, że jest za daleko a aura dookoła za zimna, to zmienił środek transportu i wylądował u nas.

Głuptak został na noc. Rano pozostała już po nim tylko brudna robota, do wykonania. Po około godzinie szorowania, nasz kokpit znowu był przyjemnym miejscem.

W oczekiwaniu na ciepełko

W trakcie naszego pobytu w Kalifornii temperatura nas nie rozpieszczała, więc ogrzewanie włączaliśmy regularnie. Na morzu jednak, przy dużych falach od tyłu obawialiśmy się zalania rozgrzanej rury wydechowej. Tak więc przez pierwsze trzy dni na nocne wachty trzeba było się ubrać niemalże tak samo ciepło, jak na wachtowanie na zewnątrz. Padający deszcz i wszechobecna wilgoć dodatkowo sprawiały, że każde z nas z tęsknotą w głosie odliczało mile do Meksyku.

W końcu we wtorek słoneczko zaczęło nieśmiało przebijać się przez ciężkie chmury, a temperatura powoli zaczęła rosnąć. Taką pogodę od razu wykorzystaliśmy na wysuszenie przemokniętych sztormiaków i przewietrzenie jachtu.

Teraz z każdym dniem jest coraz cieplej. Przy porannej kawce w kokpicie czuć już wyraźnie, że słonko coraz mocniej grzeje policzki. Nieśmiało w ciągu dnia chodzimy już w krótkim rękawku i otwieramy luki, kiedy to możliwe.

Pogoda w kratkę

Po wspomnianym sztormie z północy, który przynajmniej dał nam mocnego kopa w dobrym kierunku, płyniemy niestety stylem mieszanym. Wiatr momentami znika zupełnie i wtedy musimy wspomagać się silnikiem.

Jakąś godzinę temu rozwinęliśmy żagle. Póki co, leniwie suniemy do przodu z prędkością 2-3 węzły, ale lada moment ma przyjść mocniejszy podmuch.

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

lub