Pozdrawiamy z Attu!

Kolejną noc spaliśmy jak bobasy. Przez to, że robi się tutaj ciemno dopiero ok. 2300, to chodzimy spać późno, a potem rano jest nam trudno wstać wcześniej niż przed 0900. Myślę, że wciąż odsypiamy przelot przez Pacyfik.

Śniadanie mistrzów i tłok w kambuzie

W ramach dalszej celebracji dopłynięcia na Aleuty, Michał na śniadanie zrobił przepyszne gofry. Wszamaliśmy je z dżemem owocowym i śmietaną. Były tak dobre, że nie było szans żeby jakiś został. A że planem na dzisiaj było pójście na bardzo długi spacer, to potrzebowaliśmy mieć jakąś wałówkę. Zakasałam więc rękawy i zrobiłam nam… cebularze, czyli plackowate bułki z cebulą, czasem też grzybami i serem! Marzyły mi się już od dobrych kilkunastu dni. Jestem z Lubelszczyzny, tam to lokalny przysmak. Michał – Warszawiak nie jadł ich nigdy, więc tym bardziej chciałam je upiec.

W końcu na ląd!

Kiedy cebularze stygły, żeby zostać zapakowane do plecaka, my spakowaliśmy aparaty, wskoczyliśmy w ciepłe ciuszki i zwodowaliśmy ponton. W końcu po 1300 udało nam się wyjść z jachtu i rozpocząć wyprawę na ląd. Stoimy w przytulnej zatoczce z małą, kamienistą plażą, która była idealnym miejscem na desant.

Michał ściągnął na telefon mapy morskie, które miały także zaznaczone drogi na lądzie. Postanowiliśmy się ich trzymać. Już na początku znalezienie drogi, która miała być tuż przy naszej plaży okazało się wyzwaniem. Po krótkiej przeprawie przez dziką łąkę do miejsca, gdzie według mapy była droga, stwierdziliśmy że musiała zarosnąć. Zdradzę Ci, że już wtedy powinniśmy byli poddać w całkowite zwątpienie fakt istnienia dróg z mapy…

Bitwa o Attu

Na lądzie dookoła zatoki porozrzucane są przeróżne pordzewiałe elementy, przypominające o historii Attu. Aleuci zasiedlili Attu jeszcze w czasach przed przejęciem Alaski przez Rosję. Do II. Wojny Światowej (II WŚ) miejsce to było postrzegane przez jej mieszkańców niemalże jako spokojny i cichy raj na ziemi. Rok 1942 zmienił historię Attu na zawsze.

Pół roku po ataku na Pearl Harbour, Japończycy zaatakowali najpierw Dutch Harbour, a potem dwie kolejne wyspy Attu i Kiska. Na tej pierwszej wzięli do niewoli czterdziestu pięciu mieszkańców (źródła mówią różnie od trzydziestu czterech do pięćdziesięciu czterech…) i zostali na wyspie. Po trzech miesiącach, Aleutów wywieziono do Japonii jako jeńców wojennych, przy czym ok. 2500 żołnierzy japońskich stacjonowało na Attu.

Amerykanie od wielu miesięcy czaili się, aby odzyskać Attu i Kiska. Japońskie fortyfikacje na tej drugiej były regularnie bombardowane z powietrza. Natomiast, odzyskanie Attu – ze względu na jej daleką lokalizację – zaplanowano w ramach jednej akcji z morza.

W maju 1943 r. marynarka USA zaatakowała pozycje Japońskie na Attu. Amerykańska armia w liczbie ok. 15 tysięcy żołnierzy napotkała opór silniejszy niż zakładano. Przez ponad dwa tygodnie na wyspie trwały bardzo krwawe walki. W końcu udało się odzyskać Attu. Według różnych danych, w bitwie o Attu zginęło ok. 550 Amerykanów i prawie wszyscy Japończycy (często popełniający samobójstwa). Tylko garstka została wzięta w niewolę. Attu to jedyne miejsce w Ameryce Północnej, gdzie faktycznie walczono na lądzie w trakcie II WŚ.

Opuszczona stołówka

Jeszcze do 2010 r. na wyspie stacjonowały różne oddziały wojska Amerykańskiego lub Straży Przybrzeżnej. Obecnie wszystkie budynki są opuszczone. A przez te kilkadziesiąt lat nazbierało się tutaj różnych ruin i sporo śmieci.

Naszym pierwszym celem był w miarę dobrze utrzymany budynek, znajdujący się jeszcze w naszej małej zatoczce. Drewniane drzwi otworzyły się bez problemu. Naszym oczom ukazały się podstarzałe trzy stoły, ławy, kuchnia z dwoma przemysłowymi kuchenkami oraz coś co przypominało szatnię i kącik pomywacza. Stwierdzamy, że kiedyś była to stołówka.

Kiedy? W środku na ścianie wisiały dwie białe tablice, a wokoło walały się kolorowe markery do pisania na nich. Na pierwszej, wciąż widoczny był tygodniowy podział zadań dla osób stacjonujących na wyspie. Na drugiej był różne zapiski, na podstawie których wydaje nam się, że ostatni raz to miejsce było w użyciu pod koniec 2010 r.

Na tej samej tablicy podpisały się załogi jachtów, które wcześniej odwiedzały Attu. Były podpisy z 2018 i 2020 r. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zostawili swojego podpisu 😉

Wnętrze stołówki

W poszukiwaniu drogi

Po wyjściu ze stołówki ujrzeliśmy coś w rodzaju szlaku wzdłuż wybrzeża zatoki. Idąc nim mijaliśmy kolejne ruiny budynków i jakichś instalacji, których nie umieliśmy zidentyfikować. Celem naszej wędrówki było dojście do sąsiadującej zatoki, gdzie kiedyś był miasteczko marynarki wojennej (ang. Navy Town).

Po około dwóch godzinach spacerku z dużą ilością przystanków na zdjęcia, zboczyliśmy z naszego szlaku i zeszliśmy na piaszczystą plażę. Po małej przerwie i zjedzeniu cebularzy, postanowiliśmy iść dalej wzdłuż plaży. Po drodze minęliśmy dwa strumyki, niestety bez łososi. Ku naszej radości, zobaczyliśmy dużą grupę tych ryb w morzu, niedaleko plaży. Obiecaliśmy sobie tu jutro wrócić z wędką.

Po dojściu do końca plaży, stwierdziliśmy że czas wrócić na drogę, która na mapie w telefonie wydawała się być tuż obok. I tu zaczęły się schody… Po pierwsze, żeby się do niej dostać musieliśmy przejść przez mocno zarośniętą, dziką łąkę z kwiatami i trawą, sięgającymi nam często powyżej pasa.

Na początku było to zabawne. Ale kiedy tak szliśmy i szliśmy przez te krzaczki, a drogi w rzeczywistości nie było, a na mapie Michała byliśmy tuż przy niej, coś przestało nam tu pasować. Po około godzinie pogodziliśmy się w końcu z faktem, że te drogie to może i tu były, ale chyba w czasach II WŚ! Teraz pozostały po nich tylko krzywo stojące, samotne, drewniane słupy, kiedyś zapewne części trakcji elektrycznej.

Buszujący w chaszczach

W pewnym momencie miałam wrażenie, że trochę kręcimy się w kółku w tych chaszczach po pasy. Choć trzeba przyznać, że pachniały jak polskie łąki w maju i cieszyły oczy różnymi kolorami kwiatów. Musieliśmy jednak było w końcu z nich wyjść. Ruszyliśmy więc ku plaży z nadzieją, że przejdziemy wzdłuż niej do naszego celu. I prawie się udało, gdyby drogi nie przecięła nam rwąca rzeczka, wypływająca do morza. Nie pozostało nam nic innego, jak ruszyć wzdłuż rzeki. Chyba Cię nie zaskoczę, kiedy napiszę że na naszej mapie na rzeczce był most. Kiedy zobaczyliśmy drewniane jego pozostałości, to aż parsknęliśmy śmiechem. Generalnie „spacerek” wzdłuż rzeki zajął nam kolejną godzinę… godzinę przedzierania się przez krzaki o różnej wysokości.

A kuku, pas startowy!

W końcu zobaczyliśmy coś, co faktycznie przypominało most i prawie doszliśmy do budynków stacji, które były naszym celem. Prawie, bo były po drugiej stronie rzeki 😉 Szczęśliwi przyśpieszyliśmy kroku i w końcu wyszliśmy z objęć łąki na… ogromny, zapuszczony pas startowy! Totalnie nas to zaskoczyło!

Jak się potem okazało na bardziej aktualnej mapie pas startowy stoi jak wół. A w locjach, które każde z nas czytało co najmniej dwa razy też jest wspomniany… Chyba jeszcze trochę potrzebujemy odpocząć po tym przelocie, bo ewidentnie coś nie do końca łączymy fakty… choć to uczucie małego szoku, że pośrodku niczego mamy taki ogromny pas startowy (coś jak warszawskie Okęcie!) było bezcenne.

Idąc po pasie, doszliśmy do symbolicznych pomników pamięci o ofiarach bitwy o Attu – głazu oraz starego, zardzewiałego karabinu. Zatrzymaliśmy się przy nich z zadumą… tyle osób zginęło na tej wyspie w imię czego? Bezsens i głupota wojny wyjątkowo mocno rażą tu po oczach.

Trzy razy szybszy powrót

Okazało się, że pas startowy łączy się z drogą, którą doszliśmy do szlaku, którym szliśmy na początku naszej wycieczki. Oczywiście ani pasa, ani drogi nie było na naszej mapie 😉 Droga powrotna zajęła nam niecałe dwie godziny.

Na jacht wróciliśmy ok. 2200, totalnie zmęczeni. Ten ośmiogodzinny „spacerek” i 11,5 km jakie przeszliśmy, dał nam poczuć że żegluga przez 35 dni trochę zrobiła z nas flaczki. Ale obydwoje cieszyliśmy się, że w końcu poczuliśmy takie fizyczne zmęczenie. Wieczorem zrobiłam jeszcze zupę, którą wciągnęliśmy po godz. 2300, po czym padliśmy spać. To był super dzień, choć kosztował mnie rozwalenie lewego buta.

Ola

Fakty z pokładu Crystal

Doba żeglugi ku Aleutom: 37. (29.07.2022)

Suma przepłyniętych mil: 4959 Mm

Maksymalna temperatura powietrza: 12,1°C (pod pokładem 18,2°C – po ogrzewaniu, gotowaniu i pieczeniu)

Temperatura wody: 11,3°C

Danie dnia: Gofry, cebularze oraz zupa warzywna o godz. 2300 😉

Sprawdź, gdzie na Pacyfiku teraz jesteśmy! Naszą aktualną pozycję znajdziesz na https://skiff.pl/pozycja/

Widoczek

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

lub

Wielkie dzięki za każdą złotówkę 💓