Surfing w stronę równika

Upragniony deszcz

Ależ nasza Krysia jest słona! Od kilku dni kokpit jest niczym Wieliczka. Każdy jego fragment mógłby spokojnie służyć jako eksponat do lizania przez wycieczki szkolne, w celu sprawdzenia czy morze faktycznie jest słone. Prognoza zapowiadała na noc deszcz. Miałam nadzieję, że porządnie lunie i choć trochę nas opłucze.

I w końcu deszcz przyszedł. Ogromne krople spadały z nieba, jakby się ścigały, która pierwsza dotknie Oceanu. I może nawet nas opłukały, ale tego niestety stwierdzić nie mogę. Tej nocy był nów Księżyca, co oznacza totalną ciemność. Naprawdę totalną. Nawet rozgwieżdżone niebo za bardzo tu nie pomaga. Więc nie było widać czy jest lepiej. A rano? Co tu gadać…. Kokpit był znowu tak samo słony, jakby w ogóle nie padało… Myślę, że śmiało można powiedzieć, że Crystal średnio raz na godzinę dostaje wodnego klapsa, z którego trochę wody zawsze wpadnie do kokpitu.

Ja Ola. Ja fala

Przypuszczamy, że może już jesteśmy trochę nudni tak pisząc o tych falach i o tym, jak nami rzucają. Ale taka jazda bez trzymanki, tak długo, non-stop nie zdarza się często. Michał wspominał dziś, że w 2015 r. w trakcie przelotu przez Ocean Indyjski doświadczył coś takiego ostatni raz.

Normalnie morze jest tak wzburzone przez kilka dni, a potem się uspokaja. Ale tym razem już od pięciu dni mamy rodeo. Tłumaczymy to sobie tym, że teraz pasat wieje pełną parą na dużym obszarze, bez żadnych przeszkód po drodze i voila. Mamy nasze piękne, majestatyczne i wręcz hipnotyzujące fale.

A tak na marginesie, to czy wiesz, że słowo „ola” po hiszpańsku to „fala”? Tak! Pisane dokładnie w ten sposób. Bo oczywiście jest też drugie „ola”, oznaczające „cześć”. Ale w tym przypadku tylko wymowa jest identyczna, bo pisownia różni się jedną literką – „hola”. Dzięki temu, że moje imię brzmi jak to hiszpańskie „cześć”, to prawie wszyscy obcokrajowcy zapamiętują je bez problemu 😉 Choć mnie osobiście, to jednak bardziej kręci to, że jestem falą 😛

Pierwsze 1000 Mm za nami!

Prognoza pogody PredictWind zapowiada, że dopiero za 7-8 dni wiatr ma trochę zelżeć. Póki co wieje nam stabilne 5B. Rozwijamy iście dzikie prędkości.

Co cztery godziny robimy wpis w dzienniku pokładowym. Wpisujemy w nim naszą aktualną pozycję, kurs, prędkość i warunki pogodowe (siła wiatru, stan morza, zachmurzenie, ciśnienie, temperatura). Dzisiaj pobiliśmy rekord takiego czterogodzinnego przebiegu – przepłynęliśmy 30 mil morskich! To oznacza, że w tym odcinku czasowym płynęliśmy ze średnią prędkością 7,5 węzła! To naprawdę szybko, jak na nasz dzielny jacht.

A kiedy jakaś większa fala idealnie się pod nas wtoczy i Krysia na niej surfuje, to potrafimy się rozpędzić nawet do 10 węzłów! Mówiłam – jazda bez trzymanki.

Efekt tej prędkości taki, że po tygodniu rejsu dzisiaj złamaliśmy pierwsze 1000 mil! Już tylko ciut, trochę ponad 3500… Zleci w mgnieniu oka, prawda? 😉

Ola

Fakty z pokładu Crystal

Doba żeglugi ku Aleutom: 7. (29.06.2022)

Suma przepłyniętych mil vs. suma mil do celu: 1017 Mm vs. 3591 Mm

Danie dnia: pad thai z tofu (choć bez orzeszków i kiełek :P)

Sprawdź, gdzie na Pacyfiku teraz jesteśmy! Naszą aktualną pozycję znajdziesz na https://skiff.pl/pozycja/

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

lub

Wielkie dzięki za każdą złotówkę 💓