Zamulona żegluga

Jak tylko zostawiliśmy miasteczko Adak za rufą, postawiliśmy żagle. Zgodnie z prognozą wiało dziarsko, więc całkiem dobrze szliśmy. Z jednym małym szkopułem – falą…

Przez ostatni tydzień kręciliśmy się wokoło wyspy Adak. Niewielkie dystanse, niedaleko lądu pokonywaliśmy więc na silniku, często na raczej płaskiej wodzie. Czyli trochę odzwyczailiśmy się od bujania pod żaglami.

Chwila zapomnienia

Przez ostatnie dwa dni w naszej okolicy szalał sztorm. Wiadomo było więc, że morze będzie rozbujane. Prognozy zapowiadały fale o średniej wysokości 2,2 m. Ale fala fali nierówna. Czasem mamy tak, że po chwili przerwy w żegludze wystarczą „niewielkie” falki, żeby któreś z nas złapało pierwsze oznaki choroby morskiej. Czasem łapiemy i obydwoje. Ja jestem pierwszą osobą, którą zaczyna mulić. Tak było i teraz.

Z lekkim osłabieniem pojawił się też głód. Nie miałam siły zrobić nam do zjedzenia ani czegoś pożywnego ani lekkiego. Z każdą milą morze było coraz bardziej rozbujane, więc na szybko zaproponowałam grzanki z serem. Niestety, to tylko pogłębiło nasze słabe samopoczucie i świdrowanie w brzuszkach. Taka chwila zapomnienia, zjedzenie czegoś zdecydowanie ciężkostrawnego i przez następne kilkanaście godzin obydwoje czuliśmy się naprawdę średnio. Więc tak, choroba morska nam też się zdarza i czasem robimy coś głupiutkiego, co tylko ją pogłębia.

W decyzyjnym rozkroku

Wypływając z Adak, planowaliśmy zatrzymać się na dziko w zatoczce na kolejnej wyspie Atka. W locji czytaliśmy, że znajduje się tam podobno wrak czterosilnikowego bombowca. Jednak w miarę tego, jak żegluga przestawała sprawiać nam przyjemność, zaczęliśmy zastanawiać się czy nie płynąć od razu do wioski Atka, która początkowo miała być drugim przystankiem na wyspie o tej samej nazwie.

Z początkiem września chcemy dotrzeć już do Dutch Harbor, żeby w połowie ruszyć ku Hawajom. Oczywiście wszystko zależy od pogody. Rozpatrywaliśmy więc różne scenariusze, a co gdybyśmy zostali na Atka dłużej i pokręcili się tu po zatokach, a co jeśli zła pogoda nas gdzieś zablokuje na kilka dni… Chyba przez to nasze zamulenie, totalnie nie mogliśmy się zdecydować. Aż w końcu postanowiliśmy, że wracamy do planu pierwotnego – płyniemy do zatoczki z bombowcem.

Zmiana planów

Żegluga w nocy była dosyć nierówna. Mijaliśmy wysokie góry, czasem wulkany, które albo zabierały nam wiatr albo przysyłały znacznie silniejsze podmuchy. Na zmianę więc albo żagle strzelały, albo byliśmy ciut przeżeglowani i chyliło nas ku wodzie.

Płynięcie do zatoczki oznaczało, że trochę potrzebujemy zboczyć. Dopiero nad ranem, po godzinie szóstej, włączyliśmy silnik na którym dopłynęliśmy do naszego celu. Przywitała nas mgła i bardzo mocne podmuchy wiatru. Ukształtowanie terenu okolicy sprawiało, że wiatr rozpędzał się w dolinie i z impetem wypadał do zatoki.

I tu zadziało się coś dziwnego – prawie jednocześnie stwierdziliśmy, że w sumie to jesteśmy tak zmęczeni tą żeglugą, że nie mamy siły na żaden spacer. A jeśli mamy do wyboru postać tutaj kilka godzin i płynąć dalej w nocy, a płynąć od razu teraz, to wybieramy to drugie. Pokusa przespania całej nocy i to na płaskiej wodzie tym razem zwyciężyła. Poza tym, po dwukrotnym zbadaniu brzegu przez lornetkę nie dojrzeliśmy żadnych śladów wraku bombowca. Nawet bez gaszenia silnika, po prostu zawróciliśmy.

Majestatyczne brzegi wyspy Atka

Dalsza żegluga niestety nie należała do najbardziej komfortowych. To zdecydowanie nie był nasz przelot. Czasem zdarza się, że już po kilku godzinach marzymy o tym by dopłynąć już do celu. To był jeden z takich przelotów.

Wiatr dalej wiał nierówno. A my, dodatkowo, musieliśmy odrobić nadłożoną drogę i przez to początkowo płynąć mocno pod wiatr. Dopiero pod koniec żeglugi, kiedy byliśmy jakieś dwadzieścia mil od wioski Atka, zaczęło się miło płynąć. Morze trochę uspokoiło się, a wiatr pozwolił na szybką jazdę do celu. Na chwile wyłoniło się słonko i ukazało nam majestatyczne brzegi wyspy – wysokie, zielone klify, czarne, wulkaniczne zbocza oraz strome szczyty, gdzieniegdzie wciąż przykryte śniegiem. Taki widok troszkę zrekompensował nam ten zamulony przelot.

Ola

Fakty z pokładu Crystal

Doba wyprawy po Aleutach: 60 (21.08.2022)

Suma przepłyniętych mil: 5653Mm

Maksymalna temperatura powietrza: 12,4°C (rano pod pokładem 11,3°C)

Danie dnia: Tarta z burakami (puszka) i serkiem pleśniowym oraz zupa z soczewicy czerwonej

Sprawdź, gdzie na Pacyfiku teraz jesteśmy! Naszą aktualną pozycję znajdziesz na https://skiff.pl/pozycja/

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

lub

Wielkie dzięki za każdą złotówkę 💓