Zatoka Gorących Źródeł przy wyspie Umnak

Początkowo miła żegluga nocna, po północy zmieniła się w wyboistą jazdę bez trzymanki. Wiatr na stałe rozhulał się do 7°B, a w szkwałach uderzał w nas z mocą 40 węzłów. Tak duża siła wiatru wynikała z budowy wyspy Umnak, wzdłuż której płynęliśmy. Górują nad nią dwa wielkie wulkany (każdy po około dwa tysiące metrów) i rządzą się one swoimi prawami. Tej nocy, wulkany zaserwowały nam mocne powiewy oraz zmianę kierunku wiatru – zamiast od rufy, to wiało nam lekko w dziób.

Przez tę zmianę wiatru, zaczęliśmy zastanawiać się czy w ogóle jesteśmy w stanie dopłynąć do Zatoki Gorących Źródeł. Ja padłam spać, a Michał cierpliwie czekał i reagował na każdą możliwość skrętu. Dzięki jego uporowi, ostatecznie udało się. Kotwicę przy źródłach w zatoce wyspy Umnak rzuciliśmy po siódmej rano.

Dymy na plaży

O Zatoczce Gorących Źródeł (ang. Hot Springs Cove) na wyspie Umnak usłyszeliśmy od znajomych. Zachwalali nam ją jako miejsce, gdzie można wykopać sobie dziurę w plaży i wygrzać się w niej. Umnak słynie z tego, że jest tu wiele gorących źródeł i gejzerów ze względu na wulkany (te same, które nas tak wywiały).

Ma miejsce także tu coś wyjątkowego: przy niskiej wodzie, plaża zaczyna dymić, a piasek jest miejscami tak gorący, że można się poparzyć! Czytaliśmy o tym i widzieliśmy to zjawisko na filmie (swoją drogą serdecznie polecamy filmik na YouTube „Umnak – Aleutian Islands nakręcony przez rosyjską parę, która w miesiąc przeszła całą wyspę piechotą! Filmik jest w języku angielskim). Marzyło nam się zobaczyć to zjawisko na własne oczy.

Po nocy oboje byliśmy mocno zmęczeni. Początkowo mieliśmy zdrzemnąć się zanim wyruszymy na ląd. Prognoza pogody zapowiadała od południa silny wiatr, trzeba więc było zagęszczać ruchy. Po śniadaniu, po godzinie 0900 ruszyliśmy więc na brzeg.

Dzikie krowy – władcy Umnak

Zatoczka Gorących Źródeł jest częścią większej zatoki, która jest otwarta na morze. Oznacza to, że wchodzi do niej fala z oceanu, a na plaży jest przybój. To taka załamująca się spora falka, która zawsze utrudnia zejście na ląd. Udało się jednak znaleźć dobre miejsce tam, gdzie niska woda odsłoniła osuchy.

Jeszcze z jachtu przez lornetkę wypatrywaliśmy źródełek. Locja mówiła, że znajdują się one niedaleko rzeczki, około kilometr w głąb doliny. Nie byliśmy w stanie ich zobaczyć. Natomiast szybko ujrzeliśmy je – królowe wyspy Umnak, czyli dzikie krowy!

Krowy zostały przywiezione na wschodnie wyspy Aleutów w latach 60. i 70. Miała to być nowa forma zagospodarowania tych ziem. Z różnych powodów nie wyszło, ludzie którzy je sprowadzili poumierali lub wyjechali z wysp, a krowy zostały. Zostały i zaczęły swój dziki żywot. Dwa lata temu spotkaliśmy takie stado na innej wyspie. Zachowują dystans od ludzi, choć czasem są też przesadnie ciekawskie, a nawet agresywne. Z tego powodu, kiedy zobaczyłam przez lornetkę stado krów na plaży, to trochę się spięłam. Możesz się śmiać, ale te krowy i byki są ogromne i zawsze w stadzie. A jak wiadomo, w kupie siła 😉 Na wszelki wypadek jako straszak zabraliśmy wiec ze sobą róg mgłowy (kiedy się w niego dmuchnie, to buczy tak, że Michał na mnie zawsze fuka jak to robię :P) oraz wiosło.

Wyspa Umnak – dzika krowa

Kraina z bajki

Ląd przywitał nas mgłą i mżawką. Nie najlepsza pogoda na spacer, ale dobra na wygrzanie kości w gorącej wodzie. A jeszcze lepsza na przejście się po dymiącej plaży! Michał już z jachtu zauważył, że powoli zaczyna się przedstawienie. Kiedy szliśmy plażą, zaczęło się już robić naprawdę wyjątkowo.

Pierwszy raz w życiu widziałam coś takiego – czarna plaża dosłownie dymiła! Ciepła para, o lekkim zapachu siarki unosiła się pionowo, tworząc klimat który trudno opisać. Wróble śpiewały, mewy chichotały, fale przyboju zalewały plażę, a w oddali szumiało kilka wodospadów. Wszystko to oczywiście otulone soczystą zielenią pagórków, która czasem wyłaniała się zza gęstej mgły.

Kiedy tak szliśmy do miejsca najbardziej zadymionego, nagle na pagórku kilkaset metrów od nas wyłoniła się jasnobrązowa krowa. Patrzyła na nas jak zahipnotyzowana. Moje dmuchanie w róg totalnie jej nie ruszało, więc zaczęłam lekko panikować i odmówiłam dalszego spaceru. Szczególnie, że nagle pojawiła się druga – większa! Na całe szczęście, po kilku minutach krowy wymiękły i sobie poszły. W oddali zobaczyliśmy, jak całe stado około pięciu-sześciu zwierząt znika za skałą. Uff… mieliśmy więc plażę tylko dla siebie.

Wyjątkowe show skończyło się tak samo nagle, jak pojawiło. Trwało ok. 40 minut. Kiedy opadła mgła i dymy, zobaczyliśmy coś innego.

Wysypisko śmieci

Przez to, że Zatoka Gorących Źródeł jest otwarta na morze, to na brzegu walają się tony drewna i… śmieci. Tylu pourywanych lin rybackich, porozwalanych odbijaczy, sieci, plastikowych przedmiotów – od zakrętek po klapki czy pistolety na wodę, nie widzieliśmy jeszcze na żadnej plaży! Po tym, co widzieliśmy kilka chwil wcześniej, widok tego wszystkiego przygnębiał jeszcze bardziej. Najchętniej wzięłabym worek i to posprzątała. Ale obawiam się, że te wszystkie śmieci nie zmieściłyby się na Krysię…

Jakiś czas temu rozmawialiśmy, że potrzebujemy nowe odbijacze i może jakieś dłuższe liny. Kiedy więc zauważyłam pierwszy w całkiem dobrym stanie, zaproponowałam żeby go zabrać. Michał początkowo opierał się temu pomysłowi, ale po namyśle stwierdził że czemu nie.

Ostatecznie na plaży znaleźliśmy i zabraliśmy ze sobą trzy odbijacze i dwie długie, grube liny. Przynajmniej troszeczkę przyczyniliśmy się do odgracenia tego wyjątkowego miejsca.

Umnak- Michał z linami

Unalaska

Kiedy rozplątywaliśmy znalezione liny (morze wyrzuciło je totalnie poplątane), zaczęło mocniej wiać.. Zgodnie stwierdziliśmy, że w takim wypadku odpuszczamy już spacer do źródełek. Nie byłoby to przyjemnością, bo martwilibyśmy się o Krysię i ponton.

Poza tym, trzeba było ruszać dalej. Jutro w tym miejscu będzie już zawierucha i większe fale, czego zdecydowanie nie chcieliśmy doświadczyć. Zabraliśmy nasze zdobycze i wróciliśmy na jacht. Od razu podnieśliśmy kotwicę i ruszyliśmy ku naszej ostatniej aleuckiej wyspie – Unalaska.

Kiedy tylko wypłynęliśmy z zatoki wiatr przycichł. Tak jak się spodziewaliśmy, wiatry tam są lokalne, ale i przez to nieprzewidywalne co do siły i kierunku. Po dwóch godzinach płynięcia na silniku i we mgle, w końcu postawiliśmy żagle. Była to naprawdę przyjemna, szybka żegluga wzdłuż brzegu Umnak. Przez chwilę widzieliśmy nawet wieloryby w oddali!

To był kolejny wspaniały dzień na Aleutach.

Fakty z pokładu Crystal

Doba wyprawy po Aleutach: 64 (25.08.2022)

Suma przepłyniętych mil: 5942 Mm

Maksymalna temperatura powietrza: 10,2°C (rano pod pokładem 13,3°C)

Danie dnia: Curry z dynią i warzywami mrożonymi z ryżem oraz cynamonki 😀

Sprawdź, gdzie na Pacyfiku teraz jesteśmy! Naszą aktualną pozycję znajdziesz na https://skiff.pl/pozycja/

Spodobał Ci się ten tekst? Dmuchnij więc wiatr w żagle Krysi:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

lub

Wielkie dzięki za każdą złotówkę 💓