Pierwsze 1000 mil na Pacyfiku

Pierwsze 1000 mil żeglugi non stop do Meksyku za nami! Oczywiście celebrowaliśmy ten tysiączek, bo to pierwszy taki przeskok bez przystanku od opuszczenia Lizbony. Z tej okazji zjedliśmy resztkę pysznego ciasta z marakui, które wczoraj upiekliśmy. Chwilę później jak na zawołanie przypłynęło wesołe stado delfinów. Wieść o naszym 1000 mil musiała się rozejść szerokim łukiem, bo przybyło ich chyba ze 100. Przez blisko kwadrans bawiły się przed naszym dziobem kręcąc różne zygzaki, po czym popłynęły w swoją stronę.

Dokąd teraz?

Cały czas jedziemy na zachód. W związku z tym coraz później kończy się dzień, ale też coraz później zaczyna. Noc powoli zaczęła nam się wkradać do śniadania, co zmusiło nas dzisiaj do cofnięcia czasu o godzinę. Mamy z Wami już 7 godzin różnicy!

Morskie łowy

Na Pacyfiku też nieźle nam idzie wędkowanie. Po pierwszych tuńczykowych sukcesach, o których pisaliśmy kilka dni temu meldujemy że ryba bierze nadal, tylko nie zawsze udaje nam się ją wyciągnąć. Wczoraj na przykład tuż przed zachodem słońca usłyszeliśmy wycie wyciąganej z kołowrotka żyłki. Skręcamy hamulec, skręcamy, a kołowrotek wyje dalej, a żyłka ucieka. W końcu udało się opanować sytuację. Opór niby był, ale znowu podejrzanie mały. No i okazało się, że mieliśmy pięknego tuńczyka na haku tylko zaraz po tym jak się zaczepił, pożarł go jakiś większy kolega i nam udało się jedynie wyciągnąć samą głowę. Sądząc po jej wielkości i wadze to Pan Tuńczyk przed pożarciem mógł ważyć i z 8 kg. No ale niestety. Kto pierwszy ten lepszy.

Dzisiaj na obiad oczywiście tuńczyk 😉 Ten z kolei złapał się przedwczoraj. Też przy zachodzie słońca 😉

Dołącz do naszej załogi!

Śledź nas na Facebook!

Zostań naszym Patronem na Patronite.pl

Sprawdź bieżącą pozycję Crystal!