Ognisko na bzludnej wyspie

Ognisko na bezludnej wyspie

Jednym z naszych ulubionych miejsc na Polinezji jest bezludny (prawie) atol Toau. Piszę prawie, bo tylko na jednej z okalających go wysepek (motu) na stałe mieszka Gaston i Valentine. W jego południowej części nie ma nikogo. Południowe wejście ma złą reputację i zagląda tu bardzo mało jachtów. Dlatego, kiedy tu przypływamy jest bardzo duża szansa że okoliczne wysepki będą tylko do naszej dyspozycji.

Ognisko na bezludnej wyspie
Ognisko na bezludnej wyspie smakuje ;lepiej 😉

Tak było też tym razem. Zakotwiczyliśmy przy motu Makomako i byliśmy jedynym jachtem w zasięgu wzroku. Po całym dniu nurkowania, plażowania i eksplorowania Makomako i sąsiedniej wysepki bez nazwy, wieczorem zrobiliśmy sobie ognisko. Na przenośnym ruszcie, który kupiliśmy jeszcze na Alasce, grillowaliśmy kiełbaski. Wyszło super pycha.

Ognisko na bezludnej wyspie
Stare kokosy są idealne na opał!

Trzeba przyznać, że ususzone kokosy palą się jak szalone, a opał wala się wszędzie dookoła. Planujemy być tutaj znowu podczas naszego sylwestrowego rejsu “Sylwester na bezludnej wyspie”.